no. i tak to się zaczęło. od niewinnego telefonu do Martineza. Albo telefonu od niego. Kolejność nie ma znaczenia. Kto mógł wiedzieć że idziemy na rzeź? Ja na pewno nie. Martinez? Hmm…prawdopodobnie. Zresztą – od kiedy wyjście z kolegami na pifko nie kończy się kacem i wizytą w kebab szopie o 4tej nad ranem, hę? No. Od zawsze się kończy i tak się skończyło. Kropka. Aha – skończyło się w tej niby perskiej jadłodajni na przeciwko Turks Head. Nie pamiętam jakie niewinne zwierzę tym razem skonsumowałem, nie wiem nawet czy to było jakieś zwierze i czy na pewno było niewinne, ale jestem pewien że jako część mojej złej karmy na dzisiaj dołożyło się do rachunku.Wogle Martinez odkrył Le Cirk na dame street – w czwartki młode irlandzkie zespoły każdego rodzaju grają i to za darmo. Warto czasami. Wczoraj grali m.in. the candidates – sprawdź to – całkiem kurde zajebiście wymiatają – 8 luda ale dobrze zgrani.
Zdruffko!



