Przeskocz nawigację

dołączyłem do trendu spadkowego – spadam z Irlandii, ale nie wiem na ile – na początek na 6 miesięcy a później się zobaczy. moją nową ojczyzną zostanie na razie Holandia, kraj coffee shopów, amstela i panienek na żetony.
arivederci! :]

pierwszy raz dowiedziałem się czegoś wartościowego z naszej klasy. żaden z moich 5ciu kumpli na nk się nie ożenił w dniu dzisiejszym, żadna z moich dwóch koleżanek się nie rozwiodła ani nie wrzuciła sweet foci ze swoim nowym dzidziusiem ani nawet nie dostała rozwodu, nie dostałem informacji o planowanej przerwie technicznej.
Pierwsza wiadomość jaką przeczytałem tego poranka o 12:39pm była taka że prezydent III RP nie żyje. Normalnym odruchem było sprawdzenie daty. Wiedziałem że jest kwiecień – potwierdziłem w kilku źródłach że nie pierwszy. Gazeta.pl potiwerdziła to o czym n-k mnie poinformowała – pan Prezydent nie żyje.
Pół narodu miało nadzieję że jego kadencja skończy się wcześniej ale pewnie nie przypuszczali że w taki sposób. Smutny dzień, szczególnie że nie wyciągnięto żadnych wniosków z katastrofy CASY w 2008 i paru innych mniejszych incydentów. Połowa najważniejszych ludzi w państwie na pokładzie jednego ponad 20-letniego samolotu. To przecież jest kurwa proszenie się o tragedię. Powiedzenie ‘mądry Polak po szkodzie’ chyba zostało zapomniane albo straciło na ważności. Mam nadzieję że skoro już straciliśmy naszego wysłużonego Tupolewa rząd RP zainwestuje w coś nowocześniejszego, bo z tego co pamiętam to nawet Hugo Chavez lata nowszym sprzętem.

P.S.: najgorsze jest to przeczucie, które mówi, że decyzja o lądowaniu została podjęta wbrew zdrowemu rozsądkowi, gdyż kilkanaście minut wcześniej z lotniska został zawrócony Ił-76 – samolot o wiele nowocześniejszy, którego piloci (zakładając, że byli to Rosjanie) znają własne lotniska jak własną kieszeń. Echa lądowania w Azerbejdżanie podczas wojny Rosyjsko-Gruzińskiej nie dają o sobie zapomnieć. Wtedy jednak pilot podjął autonomiczną decyzję (i słuszną moim skromnym zdaniem), która tym razem być może mogłaby zapobiec tragedii, a mianowicie lądowanie w Mińsku byłoby wariantem znacznie bezpieczniejszym ponieważ to lotnisko posiada urządzenia do lądowania „na ślepo” – vide ten wątek na pl.rec.zeglarstwo

no. i tak to się zaczęło. od niewinnego telefonu do Martineza. Albo telefonu od niego. Kolejność nie ma znaczenia. Kto mógł wiedzieć że idziemy na rzeź? Ja na pewno nie. Martinez? Hmm…prawdopodobnie. Zresztą – od kiedy wyjście z kolegami na pifko nie kończy się kacem i wizytą w kebab szopie o 4tej nad ranem, hę? No. Od zawsze się kończy i tak się skończyło. Kropka. Aha – skończyło się w tej niby perskiej jadłodajni na przeciwko Turks Head. Nie pamiętam jakie niewinne zwierzę tym razem skonsumowałem, nie wiem nawet czy to było jakieś zwierze i czy na pewno było niewinne, ale jestem pewien że jako część mojej złej karmy na dzisiaj dołożyło się do rachunku.Wogle Martinez odkrył Le Cirk na dame street – w czwartki młode irlandzkie zespoły każdego rodzaju grają i to za darmo. Warto czasami. Wczoraj grali m.in. the candidates – sprawdź to – całkiem kurde zajebiście wymiatają – 8 luda ale dobrze zgrani.
Zdruffko!

Do pantibar się wybraliśmy bo Alphabeat miało grać. Wieczór zaczął się niewinnie od tequili, skończył chyba jakoś podobnie tequillą. To wyjaśnia zjawisko kaca dzisiejszego ranka.
Alphabeat mieli grać a skończyło się na didżejowaniu i jeszcze nie za bardzo to kolesiowi wychodziło. Tego już nie bardzo cokolwiek tłumaczy. Ale wokalistka na żywo jest jeszcze fajniejsza niż na teledysku.

z pamiętnika alkoholika ciąg dalszy.
z j. się na pifko spotkałem. skończyło się o 3ciej nad ranem. jakoś tak – końcówka jest na razie zagadką, która być może wyjaśni się wieczorem.
obudziłem się w każdym razie na swojej miejscówce.
każdego ranka gdy budzę się chwilę przed budzikiem zastanawiam się co budowlańcy z naprzeciwka dzisiaj przywiozą. dziś przeszli samych siebie i po części moją wyobraźnie bo zaczęli napierdalać młotem pneumatycznym, w drodze na full irish zauważyłem koparkę. te gnoje tylko czekają żeby jej użyć następnym razem gdy mnie kac zacznie męczyć. ja to wiem.

różnił się będzie od poprzednich wpisów na blogu zupełnie niczym. wciąż będę skacowany!
dziękuję za uwagę :]
tak sobie myślę o czym by tu napisać. pisać nie ma oczym . dupeczki brazylijskie się na zakończenie wieczory pojawiły. i francuzki ze wściekłymi cipami. hmm. nie jestem pedałem ale zasady mam. miło było ale się skończyło. qltóralnie wypierdalam spać. chuj w dupę abstybentom i wierzącym w świętego mikołaja.

dzisiejszy poranek nie różnił się kurwać niczym od kilku poprzednich. prawie. kac z rana pozostał ten sam. po prostu miejsce w którym się obudziłem się lekko zmieniło swoje położenie w czasie i przestrzeni. nadal. obudziłem się owinięty w kokon (tudzież zwany psiworem) . trafienie w snooze button kilka razy i o 9:40 zerwałem się z łóżka. o 10:30 miałem mieć jazdy próbne, przygotowujące do egzaminu. taksa. drumcondra-the liberties. daliśmy radę-o 10:10 prysznic i 20 minut później samochód i jazdy przedegzaminacyjne. chuj że skacowany. chuj. wyjebane na wszystko byle przetrwać. każdy kto pije miał tę akcję – nie ma nic do picia, a czasem nawet nie do końca można, więc trzeba się przemęczyć póki kac nie puści albo nie pierdolniemy się na łóżko i po prostu prześpimy. tak. ja wiem że ty wiesz o czym piszę.
12:45 już w poczekalni. wywołali moje nazwisko – 30 pare minut stresu i dowieduję się ‘congratulation you’ve passed’. zajebiście. cóż więcej. pare chwil temu skończył się alkohol i nie ma czym więcej opijać. jutro kolejny dzień w biurze. i znów będzie zajebiście. juz to czuję w wątrobie bo do obiadu obowiązkowo gines. :]
zdruffko wy pierdoleni abstynenci! (bo lepiej być znanym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem, no nie? no. )

wczorajszy poranek. dzisiejszy poranek. zaczęły się dokładnie tak samo. od kaca. co za uczucie. głowa napierala. kolory za jasne. światło razi. muzyka? za głośno! wszystko się zmienia po pierwszym piffkó. muza wraca na właściwy poziom. świat? uwielbiam to miejsce. kolory? nigdy piękniejsze. ludzie? ci sami co poprzedniego wieczoru tylko nieżywi na kanapie. i tak sobie płyniemy.
po wczorajszym kacu było irlandzkie semi-śniadanie ( w bagietce ze spara ale pies to jebał – był bekon).
wczoraj też odbyła się pierwsza edycja obiadków niedzielnych na których obecni byli (a nieobecni do końca maja będą żałować że się nie zjawili) Sara, Adam Francesko, Dominika, Justyna, Danka, siostra Danki, Justyna, Asia, Jerry, Antonio, Florens i główna gwiazda wjeczoru ja. Była polędwiczka wieprzowa z sosem pieprzowym (Florens), risotto by Justyna, risotto by Dominika && Francesco, ciasto marchefkowe popełnione przeze mnie, kilka śmiesznych papierosów. udało się całkiem zajebiście. moim skromnym zdaniem :D
pisząc te słowa sączę któreś piffko z kolei podczas gdy większość z was siedzi w swojej pracy.
czuję się jak kurwa młody bóg. od rana do wieczora. i niech tak pozostanie. :>

the answer is really simple.
we all want to have good memories of the places we’ve been, of the events we took part in, of the things that we’ve done.
and the HR take part in none of that. they take part only in hiring you, or firing you.
they’ll wrap it in cotton, they’ll dress it up in words that sound almost pleasant. but they’re not.
i’m talking about the fact of being fired. no bother for me – i’m still young and fucking beautiful. and i still have me bike. :-]
well – good writtens to then :] 3 lata opieralania i w końcu się skapneli – jakby nie było – idioci że dopiero po takim czasie hehe
początek końca mojej przygody z wyspami rozpocznie się 1go czerwca gdy na swojej srebrnej szczale wyruszę w kierunku wschodnim, osiągając polskę, po jakichś 3ch tygodniach pedałowania. a do tego czasu sex drugs and rock and roll! woo hoo :>
wstępny plan przedstawia się następująco: dublin-holyhead-devizes-london-francja-belgia-holandia-reich-polonia
stay tuned folk! nowy blog już w przygotowaniu.

troche mnie nie było bo były inne rzeczy. rowerzyk kupiłem i śmigam po ulicach dublina, górkach wicklow i innych, w związku z czym nie piję za co przepraszam.
niedawno (tj. wczoraj) moja ulubiona pani prawie doktor (PhD w sensie) powiedziała że coś się złego dzieje bo ostatnio tylko się na kawę spotykamy a juz nawet nie na piffko. włączył mi się dzwonek alarmowy, bo fucktycznie to może oznaczac jakieś poważniejsze zaburzenia mojego alkoholizmu.
w związku z powyższym, i z faktem że na urlop rowerzyka nie zabieram obiecuję poprawę – jutro rozpoczynam powrót do domu na święta, zaczynam w Berlinie, kończę około poniedziałku w okolicach domu. pomiędzy jutrem a domem jest całe morze alkoholu do przepłynięcia.
So stay tuned – I’ll keep you posted.
( jeśli nie to wesołych świąt )

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.